
Pierwsza umowa o pracę to nie tylko pierwsza pensja, ale też pierwsze płatne wolne. Kodeks pracy przewiduje, że w roku startu urlop przybywa co miesiąc, a absolwentowi studiów dolicza do stażu osiem lat, od których zależy liczba dni. Wyjaśniamy, ile wolnego przysługuje na początek, kiedy można z niego skorzystać, jak działa urlop na żądanie i co dzieje się z dniami niewykorzystanymi — a na końcu możesz sprawdzić, czy zaplanowałbyś swój pierwszy urlop bez pomyłki.
Zasady urlopu wypoczynkowego opisuje dział siódmy Kodeksu pracy. Punkt wyjścia jest prosty: pracownik ma prawo do corocznego, nieprzerwanego i płatnego urlopu, a zrzec się go nie może, nawet gdyby bardzo chciał zrobić dobre wrażenie na nowym szefie. Za czas urlopu należy się takie wynagrodzenie, jakie pracownik dostałby, gdyby w tym czasie pracował.
Ważne zastrzeżenie: te przepisy dotyczą pracownika, czyli osoby zatrudnionej na podstawie stosunku pracy, najczęściej umowy o pracę. Kto dorabia na umowie zlecenia, nie korzysta z kodeksowego urlopu, choć — o czym niżej — taki okres może mieć znaczenie przy liczeniu stażu.
Osoba, która podejmuje pracę po raz pierwszy, nie dostaje od razu całej puli dni. W roku kalendarzowym, w którym zaczęła pracować, prawo do urlopu nabywa z upływem każdego miesiąca pracy — za każdy miesiąc przysługuje 1/12 wymiaru, jaki miałaby po przepracowaniu roku. Przykład: absolwent, który zaczyna pracę 1 lipca i ma prawo do 20 dni rocznie, do końca grudnia zbierze 6/12 tej puli, czyli 10 dni.
Od kolejnego roku kalendarzowego sytuacja się zmienia: prawo do następnych urlopów pracownik nabywa w każdym nowym roku, już bez odliczania miesięcy.
Wymiar urlopu wynosi 20 dni, jeśli pracownik jest zatrudniony krócej niż 10 lat, i 26 dni, jeśli co najmniej 10 lat. Do tego okresu wlicza się wcześniejsze zatrudnienie, bez względu na przerwy i sposób, w jaki się skończyło.
Najciekawsza dla absolwentów jest jednak zasada z art. 155: do okresu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, dolicza się czas nauki z tytułu ukończenia szkoły. Kodeks wymienia:
Okresy te się nie sumują — liceum i studia nie dają razem dwunastu lat, liczy się jedna, najkorzystniejsza pozycja. Kluczowe jest też słowo „ukończenie”: osiem lat daje dyplom, a nie sam fakt studiowania. W praktyce absolwent studiów zaczyna więc z ośmioma latami stażu i po dwóch latach pracy przechodzi z 20 na 26 dni urlopu. Jeśli ktoś uczył się w czasie zatrudnienia, wlicza się albo okres pracy, albo okres nauki — to, co dla niego korzystniejsze.
Kodeks w art. 3021 każe też wliczać do okresu zatrudnienia m.in. okresy wykonywania umowy zlecenia i prowadzenia działalności gospodarczej. Okresy te potwierdza się zaświadczeniem z ZUS, a gdy nakładają się na siebie, liczy się wariant najkorzystniejszy dla pracownika.
Dwie praktyczne uwagi. Przy pracy na część etatu wymiar ustala się proporcjonalnie, a niepełny dzień zaokrągla w górę. Z kolei jeden dzień urlopu odpowiada 8 godzinom pracy, bo urlop udziela się w godzinach, jakie pracownik przepracowałby danego dnia.
Pracodawca musi udzielić urlopu w tym roku kalendarzowym, w którym pracownik uzyskał do niego prawo. Terminy ustala plan urlopów albo — gdy planu nie ma — porozumienie z pracownikiem. Urlop można na wniosek pracownika podzielić na części, ale jedna z nich powinna trwać co najmniej 14 kolejnych dni kalendarzowych.
Termin da się przesunąć na wniosek pracownika z ważnych przyczyn albo z powodu szczególnych potrzeb pracodawcy. Choroba w dniu, w którym urlop miał się zacząć, obowiązkowo przesuwa go na później, a dni „zjedzone” przez chorobę w trakcie urlopu pracodawca musi oddać w innym terminie. Odwołać pracownika z urlopu wolno tylko wtedy, gdy wymagają tego okoliczności nieprzewidziane w chwili jego rozpoczęcia — i wtedy firma pokrywa związane z tym koszty.
W puli urlopu kryją się 4 dni, które pracownik może wziąć w terminie przez siebie wskazanym. Żądanie zgłasza najpóźniej w dniu rozpoczęcia wolnego. Limit dotyczy roku kalendarzowego i nie odnawia się przy zmianie pracodawcy — łącznie to nadal 4 dni.
Urlop niewykorzystany w zaplanowanym terminie trzeba dostać najpóźniej do 30 września następnego roku. Gdy umowa się kończy, a dni zostały, pracownikowi przysługuje ekwiwalent pieniężny, wypłacany w terminie wypłaty pensji albo — jeśli ten wypadł wcześniej — w ciągu 10 dni od końca zatrudnienia. W okresie wypowiedzenia pracodawca może z kolei wysłać pracownika na urlop i wtedy trzeba go wykorzystać.
W pierwszej pracy urlop przybywa po 1/12 za każdy miesiąc, a od następnego roku przysługuje w pełnym wymiarze. Ukończone studia liczą się jak osiem lat stażu, więc do 26 dni absolwentowi brakuje tylko dwóch lat pracy. Jedna część urlopu powinna trwać co najmniej 14 dni, 4 dni można wziąć na żądanie, a zaległe wolne trzeba wykorzystać do 30 września kolejnego roku.
5 pytań · minuta
