Pokolenie C wkracza na rynek pracy

John Holowaty
John Holowaty

Wchodzące właśnie na rynek pracy pokolenie C nie chce już podporządkowywać się hierarchii. Dąży do tego, by życie było intensywne i by samodzielnie sprawować nad nim kontrolę. Liczy się rozwój i elastyczne godziny pracy. O tym, czy jest to możliwe oraz jak to osiągnąć mówi John Holowaty, presidential marketing director w Juice PLUS+ i były trener personalny.

- Czy można powiedzieć, że mamy obecnie na rynku pracy do czynienia z nową generacją i czym się ona charakteryzuje?

- John Holowaty, presidential marketing director w Juice PLUS+: Wyraźnie widać zmiany, jakie zachodzą w mentalności pracowników. Nową generację można nazwać pokoleniem Z lub C, albo uznać za część pokolenia Y, ale to nie kwestie definicyjne są moim zdaniem najważniejsze. Najistotniejsze jest to, że mamy obecnie do czynienia z pokoleniem wychowanym w rzeczywistości cyfrowej, które ma odmienne postawy i wartości, manifestujące się w stylu życia. To ludzie, którzy znają swoją wartość, chcą wyrazić siebie, być samodzielni. Są aktywni, żyją intensywnie i według własnych zasad. Szukają pracy, która im to ułatwi.

- W Polsce bywa tak, że pracodawcy obawiają się nadejścia nowej, niezrozumiałej dla nich generacji młodych ludzi. Czy tzw. pokolenie C może się odnaleźć na rynku?

- Zdecydowanie tak. Obecnie młodzi ludzie jeszcze w czasie nauki myślą o perspektywach zawodowych. Warto pamiętać, że nierzadko szukają czegoś więcej niż zwykłego etatu, chcą elastyczności i samodzielności. Moje doświadczenie w budowaniu zespołu w Anglii pokazuje, że ten potencjał można twórczo wykorzystać. W ten sposób udało mi się stworzyć team złożony z młodych i kreatywnych ludzi. Obecnie dążę do tego, by te doświadczenia przenieść na polski rynek, bo widzę tu ogromny potencjał.

- Czy da się pogodzić oczekiwania pokolenia C z realiami rynku pracy?

- Generacja ta poszukuje samodzielności i elastyczności, ale jednocześnie oczekuje wysokich zarobków. Aby to osiągnąć, potrzebny jest dobry pomysł i chęć do działania. Coraz częściej młodzi ludzie wolą wziąć sprawy we własne ręce. Tak było także w moim przypadku. Początkowo miałem standardowe zajęcie, wstawałem codziennie i wykonywałem swoje obowiązki. Jednak pewnego dnia stwierdziłem, że praca marzeń po prostu nie istnieje i... sam ją stworzyłem. W konsekwencji wykreowałem własną markę w oparciu o pasję. Nie obyło się bez wysiłku, ale ostatecznie osiągnąłem coś, co wydaje się nierealne: połączyłem sukces, niezależność finansową i życie pełne przygód. Takie same możliwości mają również młodzi ludzie w Polsce. Widzę jak narzekanie na brak perspektyw, które niczego nie zmienia, ustępuje miejsca odwadze pozwalającej efektywnie wykorzystać swój potencjał. Dlatego to właśnie tutaj poszukuję obecnie ludzi, którzy dołączą do mojego zespołu.

- Co najskuteczniej przekonuje młode pokolenie do pracodawcy?

- Połączenie pracy z zainteresowaniami, bo jeśli zaczynasz robić coś dla siebie, to zawsze przynosi korzyści. Potrzebna jest jednak odwaga, by pokazać swoje zalety, a nawet zamienić pasję w źródło dochodów. Na mnie zadziałał pierwszy sukces i to było największą motywacją. Sądzę też, że jest jeszcze jedna ważna rzecz, która może przekonać. Jest to po prostu wsparcie. Czasami wystarczy zwykłe "jesteś naprawdę dobry w tym, co robisz", żeby obudzić pokłady nowej energii. Niestety to ciągle jeszcze za rzadko spotykany sposób motywacji pracowników.

- Jak zmieniły się oczekiwania młodych ludzi na rynku pracy w ostatnich latach?

- Nieważne, czy to Polska, czy Anglia, młodzi ludzie mają ten sam problem: chcą dużo i nie zawsze wiedzą, jak to osiągnąć. Biurko i etat nie są już jedynym celem. Pokolenie C wierzy, że satysfakcję z pracy, marzenia o rozwoju i dobrych zarobkach można wcielić w życie. Nierzadko są to jednostki, które roznosi energia, mają pasję i chcą na niej oprzeć swoje życie zawodowe. Jeśli dotychczasowe strategie szukania pracy nie przynoszą im satysfakcjonujących efektów, śmiało sięgają po mniej standardowe rozwiązania. Nie bez znaczenia w tym procesie pozostaje też sam rynek. Pracodawcy coraz częściej doceniają rosnące znaczenie tzw. miękkich kompetencji. Budując swój zespół w Polsce, ja także stawiam na osobowość kandydatów. Na stronie www.be-yourselfie.com, dzięki wykorzystaniu nowych technologii daję im możliwość zaprezentowania siebie.

- Czy do pokolenia C można dotrzeć już tylko za pomocą nowych mediów?

- Wysyłanie CV i listów motywacyjnych to nadal czynność, którą codziennie wykonują miliony. Nieprzypadkowo jednak portale z ogłoszeniami o pracę rejestrują coraz mniejszy odsetek odwiedzających. Dokumenty aplikacyjne korespondują na pewno z "normalną" pracą, z etatem w konkretnych branżach, korporacjach. Młodzi ludzie coraz częściej rezygnują jednak z takiej atmosfery pracy. Myślą o sobie w sposób niestandardowy i szukają rozwiązań dopasowanych do ich potrzeb. Chcą kontaktu z firmami, których zakres działań wiąże się np. z ich pasją czy zainteresowaniami. Nierzadko sięgają po kreatywne CV albo własne portfolio, by pokazać swoje umiejętności i zademonstrować zalety, a tym samym skierować całą uwagę na siebie. Wpływa to oczywiście także na podejście pracodawców, którzy, aby skutecznie komunikować się z tym pokoleniem, sięgają np. właśnie po nowe kanały komunikacji.

- Możesz zdradzić, kogo szukasz w Polsce do swojego zespołu?

- Młodzi Polacy chcą się rozwijać i szukają czegoś innego, bo rzeczywistość nie do końca ich satysfakcjonuje. Szukam tych, którzy nie mają czasu narzekać, bo wiedzą, że tylko działanie przynosi efekt. Mój zespół to optymiści, ale mocno stąpający po ziemi - pewnie dlatego tak dobrze sobie radzą. Wielu z nich ceni zdrowy styl życia i tak jak ja chce właśnie na nim oprzeć swoją "pracę marzeń". Gdybym miał wymieniać cechy idealnego kandydata, na liście na pewno znalazłyby się ambicja, determinacja, lojalność i gotowość na nowe wyzwania. Cenię pomysłowość i wiem, że dobra autoprezentacja to pierwszy krok do sukcesu.


opublikowano: 2014-09-09
Komentarze
Trochę humoru przed pracą:)
Firma zatrudnia nowego dyrektora finansowego, wybrano kilku kandydatów: matematyka, filozofa, ekonomistę i prawnika. Pierwszy na rozmowę kwalifikacyjną do prezesa wchodzi ekonomista:
- Mam tylko jedno pytanie. Ile jest dwa plus dwa? - pyta prezes.
- No, jeżeli spojrzymy na to pod kątem matematyki to 4, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę zasadę zysków korporacyjnych... itp. itd.
- Dziękuję, skontaktujemy się z panem.
Następnie wchodzi filozof:
- Mam tylko jedno pytanie. Ile jest dwa plus dwa? - pyta znowu prezes.
- Hmmmm, to trzeba by się zastanowić nad symboliką liczby dwa... można by zacząć od kultury antycznej albo nawet hinduizmu... trzeba by też pomyśleć o aspektach znaczenia połączenia obu dwójek... itd. itd.
Kolejny wchodzi matematyk i słyszy to samo pytanie.
- Cztery - odpowiada bez zastanowienia.
Ostatni wchodzi prawnik i na zadane pytanie powoli wstaje, podchodzi do okna, zaciąga żaluzje, zamyka drzwi na klucz. wraca na swoje miejsce, siada, spogląda prezesowi prosto w oczy i pyta:
- A ile ma być?
Polityka Prywatności